DŁOŃMI UCHWYCONE

 

Bywają takie chwile, kiedy mogę wrócić do tego co towarzyszyło mi przez kolejno pięć lat szkoły średniej. Mogę usiąść przy sztaludze i zapomnieć o sprawach przyziemnych. Nie zdarza się to często, więc za każdym razem jest to chwila wyjątkowa. Połączenia barw, linii, ruchy ręki tworzą obraz, lepszy bądź gorszy…

Bez nazywania po imieniu, emocje na płótnie mówię same za siebie i do każdego przemawiają inaczej. Obrazy odzwierciedlają nastrój, stan ducha, poziom zamyślenia i stają się moją cząstką, która czasem zamieszkuje w domu, do którego trafią. Pozostaje mi jedynie zbierać fotografie tych, których już nie mam.

Czas malowania to jakby zawieszanie swojego istnienia…